-
Kategorie
-
Dodane
- Bones spojrzał na Iana spokojnie.
.
- Chciałabym dodać, że ta wścieklizna, jak określiła to wdzięcznie Rosalie, była atakiem duszności! Wiedziałam, że nie muszę oddychać, bo fizycznie nie żyję, ale moje ciało było innego zdania! – wyjaśniłam pospiesznie jakby od tej informacji zależał mój dalszy byt. .
Twarz Ivy znieruchomiała i na moment przesłonił ją jakby czarny cień. .
- Och. - Zrobiło mi się nagle zimno. Usiadłam na moim krześle przy stole. Nie podobało mi się porównywanie mojej osoby do jedzenia. I nigdy już nie będę mogła zjeść ciasteczka z kawałkami czekolady. - Jeszcze raz uprałam moje rzeczy - powiedziałam cicho. - Już nie używam twojej pościeli ani mydła. .
Bonesa Ian należy do tych osób, które nie zawahają się użyć moich bliskich, żeby .
- Bones spojrzał na Iana spokojnie.
.
-
Losowe
- Był wielki – ale nie czysty, podobnie jak wnętrze samego samochodu. Pomyślałam, że Eric mógł pozbierać większe przedmioty i wyrzucić je do śmietnika, tak, że na podłodze pozostały jedynie bibułki do papierosów, plastikowe torebeczki i trochę białego proszku. Hmmm. Cóż, w porządku. To nie może być ważne. Zauważyłam też, że Eric wrzucił tu dwie butelki True Blooda. Przesunęłam je w jedno miejsce. Bagażnik był brudny, to prawda, ale nie znalazłam w nim niczego, co mogłoby powowdować dyskomfort Billa. .
- Byliśmy na małym, płaskim terenie między skupieniem gór. Wygląda na to, że kiedyś była tu wąska dolina, ale buldożery ją poszerzyć i spłaszczyć tak by stworzyć tu lądowisko dla helikoptera. Góra naprzeciwko helikoptera była jednym wielkim czerwonym wzgórzem. Ciężki sprzęt i samochody były skupione w dalszej części doliny. .
- Tara's Togs znajdował się w centrum handlowym na południowej stronie Bon Temps. Jeden samochód został zaparkowany przed sklepem. Zdecydowałam, że to mogłoby być dobre, że będzie tam strona trzecia; to sprawiłoby, że mniej krępowałaby ją moja obecność przy spotkaniu. .
- Nie znałam powodu dla tej animozji i w tym momencie w samą porę nie myślałam, że to miało cholernie duże znaczenie. .
- Mój brat wyglądał na upartego jak muł. Przez jedna, okropna minutę, pomyślałam, o tym jak bardzo ubrudziłaby krwią jego tapicerkę. .
- - Naprawdę to doceniam – odpowiedziałam - Ale dojazd do pracy z Shreveport to byłby .
- 1 kiedy tak patrzył, to wyobrażał sobie, że jest w tym obrazie, w samym środku sceny. Ma za sobą otwartą przestrzeń, którą wieńczą na horyzoncie ośnieżone szczyty gór. Bliżej leży miasto z potężną wieżą i murami z czerwonej cegły. Wydeptane ścieżki ze wszystkich stron prowadzą do bram miasta. Obok niego, na wyciągnięcie ręki, siedzi Matka Boska z Dzieciątkiem; jasne, gładkie nóżki Zbawiciela spoczywają na purpurowej szacie sukni. Nad nią w powietrzu wiszą dwa anioły, bez ruchu, z rozpostartymi skrzydłami, jak ogromne ważki. Paschalis jest świętą Katarzyną albo świętą Apolonią - długo nie mógł się zdecydować. W każdym razie jest jedną z nich. Ma długie włosy, które spływają mu po plecach. Suknia ciasno opina mu krągłe piersi i delikatnymi, cudownymi falami spływa do ziemi. Naga skóra nóg czuje miękkie pieszczoty materiału. Ogarniała go wtedy jakaś rozkosz, przymykał oczy i zapominał, że klęczy na zimnej posadzce kaplicy w swoim brązowym habicie. .
- Odsunęła się trochę. Może już usiądę. .
- zadanie jest już w następnym tygodniu. To zbyt mało czasu na to, by znaleźć .
- Wydawało mi się, że nie byłam tu od lat, mimo iż od mojej ostatniej bytności minęły ledwie cztery tygodnie. John nie lubił Babci. Uważał ją za nienormalną. Kiedyś nawet usłyszałam, jak mówił do Mamy, że Babcia jest czarownicą i pójdzie do piekła. Co za dupek. .
-
Najlepsze
- Świetnie ci idzie. - Wilk uniósł biodra. .
-O rany. - Na ganku stoi jakaÅ› nieznajoma kobieta i patrzy to na mnie, to na Riley.. W imponujÄ…cym hotelowym holu, wyÅ‚ożonym marmuÂrem i oÅ›wietlonym krysztaÅ‚owym żyrandolem, panowaÅ‚ szum i ruch. Ale Blair widziaÅ‚a, że tÅ‚um ucichÅ‚, gdy wysiadÅ‚a z winÂdy i szÅ‚a, stukajÄ…c drewniakami, w stronÄ™ czarnej aksamitnej kanapy, na której czekaÅ‚ na niÄ… Marcus. ByÅ‚ tak cholernie przyÂstojny, że nie mogÅ‚a go nie podziwiać jak piÄ™knej rzeźby. Z truÂdem powstrzymaÅ‚a ochotÄ™, by przeczesać palcami jego zÅ‚ociste wÅ‚osy. Do tego stopnia zachwycaÅ‚a siÄ™ w myÅ›lach cudownym angielskim kochankiem, że dopiero w ostatniej chwili zauwaÂżyÅ‚a, że trzyma za rÄ™kÄ™ kobietÄ™, i to z pewnoÅ›ciÄ… nie jÄ….. OparÅ‚am dÅ‚onie pÅ‚asko na stole i uniosÅ‚am brodÄ™, próbujÄ…c w ten sposób pokazać, że mimo wszystko mam swojÄ… godność.. PrzetrwaliÅ›my tÄ™ noc, ale dzisiaj naprawdÄ™ musimy zdobyć amulet Kairosa. Nie. Szukanie schronienia w ciemnoÅ›ci, przekradanie siÄ™ przez miasto w chmurze drapieżników. Zgarbiony wampir odwróciÅ‚ siÄ™ na ganku.. Kiedy znów uniosÅ‚am powieki, jeździec zdążyÅ‚ zsiąść i pochylaÅ‚ siÄ™ nade mnÄ…. OkazaÅ‚o siÄ™, że to chÅ‚oÂpak, może trochÄ™ ode mnie starszy, ale wyglÄ…daÅ‚, jakÂby przybyÅ‚ z innego Å›wiata, z kart powieÅ›ci, z krainy rycerzy, książąt i elfów. DÅ‚ugie ciemne wÅ‚osy okalaÅ‚y bladÄ… delikatnÄ… twarz o wysokich koÅ›ciach policzkoÂwych i bÅ‚yszczÄ…cych niebieskich oczach. PrzyglÄ…daÅ‚ mi siÄ™ tak intensywnie, że poczuÅ‚am siÄ™ nieswojo.. Krwi - odpowiedziaÅ‚am dobierajÄ…c ostrożnie każde sÅ‚owo. - Nie wiem, czy byÅ‚abym gotowa. WÅ‚osami. ZaczÄ…Å‚ do mnie podchodzić, uÅ›miechajÄ…c siÄ™ do mnie w poczuciu.