- Świetnie ci idzie. - Wilk uniósł biodra. .

-O rany. - Na ganku stoi jakaś nieznajoma kobieta i patrzy to na mnie, to na Riley.. W imponującym hotelowym holu, wyłożonym marmu­rem i oświetlonym kryształowym żyrandolem, panował szum i ruch. Ale Blair widziała, że tłum ucichł, gdy wysiadła z win­dy i szła, stukając drewniakami, w stronę czarnej aksamitnej kanapy, na której czekał na nią Marcus. Był tak cholernie przy­stojny, że nie mogła go nie podziwiać jak pięknej rzeźby. Z tru­dem powstrzymała ochotę, by przeczesać palcami jego złociste włosy. Do tego stopnia zachwycała się w myślach cudownym angielskim kochankiem, że dopiero w ostatniej chwili zauwa­żyła, że trzyma za rękę kobietę, i to z pewnością nie ją.. Oparłam dłonie płasko na stole i uniosłam brodę, próbując w ten sposób pokazać, że mimo wszystko mam swoją godność.. Przetrwaliśmy tę noc, ale dzisiaj naprawdę musimy zdobyć amulet Kairosa. Nie. Szukanie schronienia w ciemności, przekradanie się przez miasto w chmurze drapieżników. Zgarbiony wampir odwrócił się na ganku.. Kiedy znów uniosłam powieki, jeździec zdążył zsiąść i pochylał się nade mną. Okazało się, że to chło­pak, może trochę ode mnie starszy, ale wyglądał, jak­by przybył z innego świata, z kart powieści, z krainy rycerzy, książąt i elfów. Długie ciemne włosy okalały bladą delikatną twarz o wysokich kościach policzko­wych i błyszczących niebieskich oczach. Przyglądał mi się tak intensywnie, że poczułam się nieswojo.. Krwi - odpowiedziałam dobierając ostrożnie każde słowo. - Nie wiem, czy byłabym gotowa. Włosami. Zaczął do mnie podchodzić, uśmiechając się do mnie w poczuciu.